Mari wie jak niszczyć anioły, czyli o nowym projekcie Reznora

How To Destroy Angels?
Welcome oblivion

How To Destroy Angels łatwego życia nie mają od samego początku. W końcu trzon zespołu tworzy Trent Reznor i Atticus Ross, jakby nie było para z Oscarem na półce. Jednak tak naprawdę największym problemem jest to pierwsze nazwisko. Każdy mówiąc Trent Reznor myśli Nine Inch Nails, każdy mówiąc Nine Inch Nails myśli Trent Reznor… Porównania z macierzystą „kapelą” są nieuniknione. Jakby tego było mało to wśród fanów NIN Mariqueen (prywatnie żona Reznora) ma przechlapane to przez nią główny projekt Trenta poszedł w cień, a dodatkowo mężowi zabrała mikrofon… Sprawę trzeba postawić jasno już na początku – śpiewa bardzo słabo, statecznie, bez emocji, momentami jak robot… Wystarczy odpalić już drugi utwór Keep it together, żeby się przekonać.

Album rozpoczyna się The wake-up, który spokojnie mógłby otwierać album spod szyldu NIN. Nawet zalatuje Hyperpower! (otwieracz Year Zero), ale mimo to jest to bardzo dobre otwarcie albumu, fajna mocna elektronika. Kolejne dwa utwory jednak psują pierwsze dobre wrażenie. Wspomniany już Keep it together, który jest zdecydowanie najsłabszym kawałkiem, a Mari tak niemiłosiernie przynudza, że nie sposób się opanować przed kliknięciem następny, ale to nas nie ratuje bo dalej jest And the sky began to scream, który może i by się sprawdził gdzieś w środku albumu, albo pod koniec, żeby uśpić czujność przed jakimś wielkim finałem, ale niestety tak nie jest. Co więcej ten album w ogóle nie ma finału! Wszystkie cztery ostatnie kawałki, a w szczególności trzy ostatnie strasznie się zlewają. Spokojnie by mogły znaleźć się na soundtracku do Social Network, a wręcz brzmią jak odrzuty z NINowego Ghosts I-IV.
Początek (nie licząc wstępu) i koniec albumu jest zły, ale środek trochę go ratuje. Welcome oblivion i Too late, all gone spokojnie mogłyby się znaleźć na Year Zero. W tym drugim, aż chce się w refrenie zaśpiewać Every Day Is Excatly The Same. Jak sami widzicie to wszystko już w jakiś sposób pod którymś szyldem Trenta Reznora było.
Oryginalne są właściwie dwa. Chaotyczne (w tym pozytywnym znaczeniu) Ice age – miłym zaskoczeniem było już na epce An Omen. Charakterystyczne „rwanie” struny przez cały utwór jest tak wyrazistym i odstającym punktem albumu, że tego kawałka nie sposób zapomnieć. Szkoda, że Mari masakruje go wokalnie.

Drugim jest singlowy How long? po pierwszym przesłuchaniu mi nie podszedł, ba miałem ochotę go wyłączyć! Jednak z kolejnymi przesłuchaniami tak mi się wkręcił, że teraz mógłbym go słuchać w kółko. I ma fajny klip! A Strings and attractors kupił mnie od razu, fajny ambientowo-popowy klimat i wokal nie irytuje. Odważę się stwierdzić, że Mariqueen w tym utworze brzmi najlepiej.

Cztery (pięć jakby liczyć wstęp) kawałki, które naprawdę mi się podobają na trzynaście to troszkę mało. W całości dobrze się go słucha, ale tylko jako tło i jest to jego główny problem. Gdy jestem czymś zajęty, jak piszę czy czytam, albo latam po domu z odkurzaczem, albo gotuję to ten album bardzo dobrze się sprawdza. Jednak gdy mam się nad nim skupić i wsłuchać to moje zęby zgrzytają, a mózg krwawi i to jest przede wszystkim wina pani wokalistki, która jak już wspominałem śpiewać nie umie. Muzycznie jest dobrze, a problem wtórności brzmienia dla fanów Trenta zniknąłby, gdyby po pierwsze to on sam śpiewał, a po drugie gdyby to było Year Zero 2, albo jakieś album z odrzutami z sesji.

Na już zupełny koniec warto wspomnieć też genialnego (jak zawsze) Roba Sheridana, który z Trentem współpracuje już od ponad dziesięciu lat. Fotograf, grafik, reżyser itp. Itd. Człowiek orkiestra tu dodatkowo po za grafiką około albumową jest pełnoprawnym członkiem zespołu, który ma swój wkład w brzmienie albumu.

Albumu całkowicie legalnie można posłuchać na Pitchfork.com.

Reklamy

10 responses to “Mari wie jak niszczyć anioły, czyli o nowym projekcie Reznora

  1. jestem ciekawa, jak ocenią tę płytę osoby niezwiązane emocjonalnie z NIN-em, a przynajmniej takie, które nie znają ich historii czy twórczości (:

  2. Nie zrzucałbym calej winy na Mariqueen. Trent nie jest facetem ktorego mozna manipulowac. Przez ponad 20 lat nie dopuszczał nikogo do swojego mikrofonu. Glos jego zony moze sie nie wyroznia ale nie mozna odmowic jej talentu (i oczywiscie urody) i mysle ze nie w niej tkwi problem HDTA. Trent z caly szacunkiem (jestem jego psychofanem) ugrzęzl w miejscu. Od czasów Ghost powtarza motywy (ost do Social Network to fenomenalny wyjatek) i bazuje na tych samych pomyslach, po za tym znow zapedzil sie w kozi róg wytworni plytowej ktora jestem przekonany tez sporo namieszala. Zgodze sie z Toba tylko garsc piosenek na tej plycie jest dobra przez co mozliwe ze to najslabsze dziecko geniuszu Trenta. Mysle ze sam o tym wie bo inaczej nie reaktywowalby NIN. Wg mnie jedynym sposobem na udany HDTA to odciecie sie od klimatow poznego NIN…udzial Trenta powinien byc lekko odczuwalny tak jak np na swietnej plycie Saula Williamsa. Czas pokaze czym nas zaskoczy Mr Self Destruct.

    btw! powodzenia w prowadzeniu bloga :) i wybacz za brak polskich znkow :)

    pozdrawiam!

    • Zgodze się z Tobą, że od czasów Ghost są wałkowane te same dźwięki. Na pewno gdyby nie nazwisko Reznora odbiór materiału byłby inny. I zgodzę się, że wkład powinien być mały, albo inny jak we wspomnianym przez Ciebie albumie Saula, który i w moim odczuciu jest świetny!
      Jednak jak dla mnie Mari jest słabą wokalistką.
      Przeogromnie czekam co nowego pod szyldem NIN zostanie wykombinowane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s